Żniwa sierpem i kosą

Bo i takie się u nas w tym roku odbyły.  Orkisz pięknie się wykłosił, ale niewielki spłachetek pola był nim zasiany, kombajn by tego nie zebrał absolutnie, bo za mały areał.

Trzeba więc było zebrać stare zboże starymi metodami.

Najpierw należało przygotować narzędzia, czyli sierp i kosę.

P8100003

P8100028

Kiedy wszystko już gotowe, kosiarz bierze pierwszy pokos. Kosa miarowo tnie i odgarnia ścięte zboże. Za kosiarzem idą inni i odbierają zboże spod kosy, szykując je do związania w snopki.

P8100021

P8100029

Popatrzcie, jak wiąże się powrósła ze słomy. Najpierw trzeba skręcić ze sobą, kłosami do siebie, po kilka źdźbeł zboża z dwóch stron.

P8100006

Przygotowane powrósło wygląda tak:

P8100007

Teraz na powrósło układany jest snop zboża i zmyślnie przewiązywany.

P8100009

Tak wygląda gotowy przewiązany snopek:

P8100019

Snopki są potem zbierane po kilka razem i nakrywane jednym z nich jak czapką – zboże z tego właśnie snopka jest rozcapierzane na wszystkie strony i układa się go na zebranych paru snopkach “do góry nogami”, co chroni wszystkie snopki przed zamoknięciem w razie deszczu.

P8100034

Po kilku dniach pracy całe pole wygląda tak, jak ten fragment:

P8100037

Teraz przez kilka dni stogi zboża muszą postać, aby zboże dobrze wyschło.  Po upływie tego czasu widły idą w ruch. Zboże zostaje załadowane na wóz i zwiezione do stodoły.  A tam…  Ale to już zupełnie inna historia.

Komentarze (2) »

Żniwa, żniwa!

Dojrzało już zboże ozime – czas zebrać je z pól. Nie jest zbyt piękne tego roku – padające ciągle deszcze spowodowały jego czernienie. Tak dzieje się ze zbożem, jeśli zbyt długo stoi w polu dojrzałe, a do tego na przemian jest moczone i schnie i tak kilka razy czasem w ciągu jednego  dnia.

Nie ma co jednak narzekać, trzeba cieszyć się tym, co jest i zebrać to z pola, bo bywało tak, że zbierać nie było czego z powodu suszy.

Kiedyś czas żniw to był czas długiej i wytężonej pracy w polu. Czekało się na słoneczną i suchą pogodę, bo zebrane zboże nie powinno być wilgotne, żeby nie gniło w skrzyniach i spichrzach. Wstawało się o 4 rano, równo ze świtem i szło się w pole – kosiarze kosili zboże, a postępujący za nimi ludzie, najczęściej kobiety, zbierali zboże w snopy, wiązali je powrósłami ze słomy i ustawiali snopki na polu, aby w ciągu kilku kolejnych dni doschły. Pracowało się najpóźniej do 10 rano, bo potem upał był zbyt wielki – wracało się do domu, wykonywało bieżące prace, dosypiało trochę i późnym popołudniem, kiedy słońce zelżało – dalej, z powrotem w pole.

Dzisiaj wygląda to zupełnie inaczej. Na pole wjeżdża kombajn, kosi, młóci i zbiera zboże równocześnie. Po zakończonym koszeniu pod kombajn podstawia się wóz, na który wysypywane jest z kombajnu zebrane właśnie zboże. Pojedzie teraz do stodoły  i poleży rozgarnięte na podłodze przez kilka dni, żeby dobrze wyschło. Potem trzeba je tylko przeszuflować do skrzyń i… po  żniwach. Potem przyjdzie rachunek za kombajn – i tyle…

Pokażę Wam więc, jak to wyglądało w tym roku.

Obiecuję jednak, że  w tym roku będzie i ręczny sprzęt zboża – posialiśmy orkisz, tak niewielkie poletko, że niemożliwe jest zebranie tego zboża kombajnem. Zostanie więc skoszone ręcznie, wysuszone, potem wymłócone na starej drewnianej młockarni, którą jeszcze mamy.

Ale na to trzeba jeszcze poczekać, aż jary orkisz dojrzeje.

A teraz – proszę bardzo, żniwa kombajnem.

P7300013

P7300014

P7300016

P7300019

P7300022

Potem będzie z tego cudowny pachnący chleb. Prawdziwy, wiejski, domowy, własny.

Taki:

Życzę Wam, abyście i Wy mogli kiedyś spróbować jeszcze takiego prawdziwego chleba.

Skomentuj »

Stonków jak mrówków…

Namnożyło się na ziemniakach nieprzyjaciółki rolników – stonki. Najłatwiej byłoby kupić wysoko toksyczny środek, np. Karate lub Decis i opryskać całe pole. Zginą, nie ma co do tego wątpliwości. Ale nie na tym sztuka polega. Sztuka polega na tym, aby w jak największym zakresie spróbowac wyeliminować z naszego życia (a przede wszystkim pożywienia) wszelkie toksyczne chemikalia, bo przecież nie pozostają bez wpływu na nas. Staramy się pomóc w ocenie ekologicznych, nieszkodliwych dla człowieka środków ochrony roślin. Może kiedyś umieszczę tutaj kilka przepisów na biologiczne opryski, a póki co – w naszym gospodarstwie prowadzimy takie biologiczne opryski na zlecenie Instytutu Ochrony Roślin. Eksperyment jest ściśle opisany i trzeba go starannie wykonać.  Wypróbowuje się kilka środków, w różnych kombinacjach. Należy starannie policzyć owady przed opryskiem i po kilku dniach od oprysku. Tak wygląda to w trakcie liczenia i oprysku: P6270004 P6270003 P6270005 P6270008 A na razie to tak po cichu Wam zdradzę, że na mszyce warto zrobić oprysk 1% olejem rzepakowym (takim zwykłym, ze sklepu) wzbogaconym odrobina denaturatu, a na stonkę – 2% mydło ogrodnicze potasowe, dostępne w sklepach ogrodniczych. :wink: O wiele zdrowsze od chemii i skuteczne – wystarczy kilka razy opryskać co kilka dni… :D

Komentarze: (1) »

Czas wzrastania

Minęło sporo czasu od chwili, kiedy nasiona warzyw i zbóż znalazły swoje mejsce w matce – ziemi. Urosły, chłoną słońce i światło dzienne. Już są całkiem spore:

P6270006

Rośnie nasze marchewkowe pole:

P6270016

I cebulka nie zostaje w tyle:

P6270010

Rosnie już drugie pokolenie sałaty i rzodkiewki:

P6270007

Orkisz się wykłosił, teraz także wzrasta w siłę każdy kłos:

P6270012

P6270011

Trwa czas wzrastania…

Aha!

Kto wie, jaka to roslina? Zaplątało się toto po ubiegłych latach w polu, jest to bardzo pozyteczna roślinka, uprawiana przez rolników i przyjemnością jej pożytki są jadane przez bardzo wielu ludzi.

P6270015

Przyjrzawszy się, zobaczycie na niej  biedronki – niezawodny znak, że uprawa jest ekologiczna i zdrowa, bowiem nie ma nigdy biedronek na roślinach, rosnących na pryskanym obszarze. Spryciule, wiedzą po prostu, że grozi im tam śmierć… :wink:

Skomentuj »

Sianokosy, sianokosy…

Zazwyczaj rozpoczynają się w maju, kiedy trawy najbujniej rosną. Ale – w tym roku jakoś z powodu aury opóźniły się. Dopiero w zeszłym tygodniu pokazało się na tyle słońca, że dało się trawy skosić i przetrzymac je na łące kilka dni, aby przeschły. Pięknie  teraz łąki znowu wyglądają – świeża trawa znów na nich rośnie.  A po skoszeniu było tak:

P6140016

P6140036

Kiedy przechodzę obok sąsiedzkiej łąki, patrzy na mnie zaprzyjaźniona krowa sąsiada. Ostatnia we wsi…

P6140039 Warzywa w polu zaczęły ładnie rosnąć. Po zasileniu przefermentowaną pokrzywą z dodatkiem kurzeńca pięknie rosną nasze kapusty, kukurydze i buraczki.

Orkisz na polu już się zaczął (wreszcie!) kłosić.

P6140027

Łan zboża jak zielone morze faluje.

P6140026

P6140029

Wciągam zapach skoszonej trawy – cudny, jedyny w swoim rodzaju, tylko świeże siano tak pachnie.

Kieruję się w stronę domu. Skoszona trawa pachnie, skowronki radośnie śpiewają wysoko nad polem.  Późnym popołudniem słychać rozgłośnie grające koniki polne i świerszcze. Ziemia, nagrzana słońcem dnia, faluje ciepłem.  Późne letnie popołudnie ma się ku końcowi.

P6140040

Komentarze: (1) »

Bogactwo łąki majowej

Łąki w maju są chyba najpiekniejsze z całego roku. Trawy rosną tak bujnie, jak w żadnym innym miesiącu. Wielkimi krokami zbliża się czas  sianokosów. Kiedy idzie się między łąkami, można zobaczyć, jak wysokie i piękne urosły trawy majowe:

P5250071a

Trawa – to nie tylko zielony wiecheć. :wink:   Spójrzcie, jakie piękne i różnokolorowe są trawy.  Taka:

P5250069a

I taka:

P5250068a

albo taka:

P5250064a

P5250065

Wiele z nich rośnie razem z kwiatami polnymi, chabrem, rumiankiem, kwitnącą koniczyną i kaczeńcami.

P5250066

P5250070

P5250062

Powoli słońce zniża się nad horyzont. Łąki zaczynają wyglądać, jak Mickiewiczowski suchy przestwór oceanu – z falującymi łanami traw.

P5250079

P5250060a

P5250082

Łąka nie cichnie jednak – teraz szczególnie pięknie grają świerszcze i koniki polne, spod lasu słychać szczekanie koziołka, który chciałby swoje sarenki w tę trawę wyprowadzić  na żer.

Wchodzę do domu z żalem.

Skomentuj »

Deszcze majowe…

Padają w tym roku ciepłe deszcze majowe.  Rośnie wszystko w polu, aż trzeszczy. Od wschodzących ogórków:

P5250041

poprzez marchewkę i buraczki

P5250049

aż po szpinak.  :wink:

P5250045

Orkisz jest jary, więc jeszcze nie taki duży – ale bujny:

P5250039

Ale za to ozime pszenżyto juz dawno wykłoszone i bujne, dojrzewające:

P5250031

Opłużkowane powtórnie ziemniaki też już rosną aż miło:

P5250035

A majowy ciepły deszcz pada…

Skomentuj »

Natura triumfuje

…a chwasty rosną!

Jeszcze na grządkach warzywnych prawie żadnych kiełków wschodzących nie widać, jeszcze pusto i cicho tutaj, ale… nieproszeni goście już są. Natura nie znosi pustki, wszelkie niezasiedlone połacie gruntu zostaną natychmiast opanowane przez rośliny. Tak też stało się na grządkach ku naszemu utrapieniu.

Rad nierad, trzeba rano wziąć dziabkę i iść w pole.

Najpierw jest zielona połać wschodzących chwastów na grządkach, delikatna ruń widoczna w każdym miejsu.

P5080002

Teraz trzeba się za to wziąć. Przejść z dziabką międzyrzędzia i bezlitośnie wyciąć młode chwasty. A po wszystkim będzie wyglądać tak:

P5080004

Zostawione rządki, gdzie mają się pojawić warzywa, przehakane i przetuptane międzyrzędzia. :D

Mąż szykuje paliki, teść wbija je w ziemię – szykują ogrodzenie, żeby zwierzęta lesne nie miały tak łatwego wejścia na grządki.

P5080008

Ziemniaki już zabronowane. Zrobione wcześniej płużkiem bruzdy zabronowano, żeby zniszczyć pierwsze chwasty. Za jakiś czas trzeba będzie hakać wschodzące ziemniaki.  Potem znowu się wypłużkuje i będą rosły.

Powoli zbieramy się do domu. Babcia jeszcze zrywa szczaw – będzie dzisiaj na obiad pyszna zupa szczawiowa.

P5080011

Bardzo lubię tę drogę do domu zieloną miedzą. Pełno na niej teraz rozsiewających się mniszków-dmuchawców i kaczeńców.

P5080013

Idziemy w stronę domu, mijając naszą rzeczke i zielone nadrzeczne łąki, teraz całe w kwiatach.

P5080015

P5080020

Wieś pięknie wygląda, kiedy się idzie drogą i łąką.

Dochodzę do domu i na chwilę przysiadam na ławeczce w pergoli.

P5080031

Dobrze stamtąd widać moją dumę – różowe konwalie.  I zółtolistny barwinek.

P5080037a

P5080034

Wchodzę do domu i mój świat nabiera zupełnie innych barw.

Komentarze: (1) »

Codzienność nasza

Ktoś by może  pokiwał  głową z politowaniem, ale u nas radość to na przykład wyjście w pole o 6 rano. Słońce wtedy juz świeci wysoko, ale nie parzy. Powietrze jest rześkie i chłodne, a trawy i rosliny wypoczęte i świeże po nocnym chłodzie i w porannej rosie. W powietrzu unosi sie lekka mgła, a wokół słychac ptasie dyskusje poranne.

- Ziarnko, ziarnko? Weź, weź!

- Wezmę! Wezmę! Dasz?

- Chodź! Chodź!

Skowronek  polatuje  nad polem i śpiewa z wysoka jak szalony. Gdzieś w wysokich trawach ma schowane swoje gniazdo, a w nim słodkie pisklaki. Czyha na nie czasem myszołów albo jastrząb, krążący wysoko nad polem. Sarny zaglądaja spod lasu, rozczarowane, że już nie można poszukac sobie czegoś smacznego na grządkach z warzywami.

Wokół panuje  cisza i słychac tylko szum drzew z pobliskiego lasu i ptasi świergot. Pachnie świeżo skoszona trawa na łąkach. Między polnymi kwiatami brzęcza pszczoły i trzmiele.

Można brać się do pracy.

Komentarze (3) »

Krąg życia

Gorący  sezon prac wiosennych na wsi jest już w pełni. Ludzie posiali już zboża jare, sieją warzywa na polach i sadzą ziemniaki. Ziemia pachnie, jest miękka, wilgotna, pulchna. Oziminy utworzyły olśniewające zielone dywany na polach.

p4180030
Zabronowane pole  czeka na posadzenie ziemniaków. Najpierw jest najgłębsza, najbardziej oddająca sens życia praca – przygotowanie ziemi pod sadzeniaki. Na pole wchodzi koń. Koń ma na imię Maciek, jest już 25-letnim staruszkiem, ale wciąż jeszcze pracuje dzielnie na polu. Jego właściciel dba o niego, więc Maciek jeszcze sobie radzi. Jego kopyta zapadają się w miękkiej ziemi, ale maszyna, do której jest zaprzęgnięty, nieubłaganie przesuwa się naprzód i robi dołki pod ziemniaki. Mija nieco więcej niż godzina i całe pole jest w dołkach.

p4180034
Za koniem  idą cały czas ludzie. Nabierają sadzeniaki z worków rozstawionych wzdłuż pola i rzucają – w każdy dołek jeden ziemniak. Każdy wrzucony ziemniak trzeba przydeptać mocno nogami, żeby potem nie „wylazł” z ziemi, kiedy płużek będzie je przysypywał. Nim ludzie skończą, koń ma dłuższy odpoczynek – na łączce obok, wyprzęgnięty luzem, skubie sobie delikatną, soczystą, młodą trawę.

p4180037
Kończę rzucać w dołki ziemniaki z ostatniego wiaderka. Zbieramy worki, wiaderka, narzędzia ręczne, wrzucamy na wóz przypięty do traktora. Ogromna stara grusza, rosnąca na polu sąsiadów, zaczyna już kwitnąć. Ma co najmniej 70 lat i co roku owocuje mnóstwem wspaniałych gruszek, którymi  potem sąsiedzi obdzielają niemal całą wieś.
Jeszcze sprawdzam wzrokiem, czy wszystkie dołki są  zapełnione. Za chwilę koń wejdzie znów na pole i spokojnym krokiem pociągnie płużek – ziemniaki zostaną zasypane. Krąg życia znów ruszył.

p4180040

Komentarze (10) »